Seminaria w INE PAN
12 kwietnia 2007Prof. dr hab. Andrzej Sopoćko - Spekulacje na rynku finansowym
Tezy wystąpienia
Tradycyjne określenie spekulacji (osiąganie korzyści wyłącznie z różnicy cen) byłoby zbyt rozległe. Praktycznie objęłoby wszystkie transakcje tego rynku. Instrumenty finansowe nie maja wartości użytkowej, wartość ich wzrasta jedynie za sprawę ceny kształtowanej przez rynek. Pośrednio wszakże instrumenty finansowe odpowiadają pewnym zjawiskom i wielkościom fizycznym. Wzrostowi kursu akcji spółki powinny towarzyszyć lepsze wyniki produkcyjne i efektywność, a wzrost ceny instrumentów dłużnych powinien być związany z poziomem wiarygodności wierzyciela.. Można byłoby powiedzieć, że pewne operacja na papierach wartościowych uzasadniane są wzrostem wartości odpowiadających im dóbr. Nie byłby więc spekulacyjne. Do tego jednak potrzeba czasu, w krótkim okresie związek sfery fizycznej ze zmianami cen instrumentów finansowych jest niedostrzegalny. Za spekulację na rynku finansowym wypada więc przyjąć zajmowanie krótkookresowych, obarczonych ryzykiem, otwartych pozycji na instrumentach, bez związku z powiązanymi procesami fizycznymi.
Dobrze ponad 100 lat temu w USA zauważono, że wartość obrotów instrumentami finansowymi znacznie przekracza ilość odpowiadających im dóbr. Obecnie te relacje powiększyły się o kilka rzędów wielkości. Wynika to z powszechności elektronicznego handlu, który w przypadku instrumentów finansowych jest bardzo efektywny, sprowadzając prawie do zera koszty transakcyjne. Jeśli przyjąć za wskaźnik płynności relację dziennego obrotu do zasobów, to średnio dla akcji otrzymuje się 0,5%, dla papierów dłużnych 1%. Oznaczałoby to dzienny obrót tymi papierami na świecie rzędu prawie biliona dolarów. Do tego dochodzi jeszcze obrót walutami i instrumentami pochodnymi i innymi instrumentami (CDs, ADR, jednostki udziałowe funduszy inwestycyjnych).
Sama wielkość obrotów spekulacyjnych nie stanowi problemu, niebezpieczne są krótkotrwałe koncentracje obrotów w niektórych rejonach świata (Brazylia, Rosja w latach 1997 i 1998) lub na niektórych instrumentach (cukier, kawa, ropa). Ogromna rolę odgrywają tu okresowe, nadzwyczajne unifikacje poglądów w trzech, rozgrywających na rynku finansowym, ośrodków – Nowy York/Chicago, Londyn, Tokio.
Statystycznie ujmując, te trzy ośrodki obejmują prawie wszystkie spekulacje na świecie. Tam też płynie kapitał. Są na tyle atrakcyjne, ze względu na bezpieczeństwo i atrakcyjność lokat, że płynie on także z krajów słabo rozwiniętych. Ogólną tendencją jest przepływ kapitałów uphill (od biednych do bogatych), a nie downhill (odwrotnie). Wyjątkiem są tu przepływy kapitału w Europie i do Izraela. Tłumaczyć to wypada relatywnie wysokimi standardami systemu finansowego wschodzących rynków UE i Izraela oraz wysokim udziałem zagranicznego kapitału bankowego w tych krajach.
Międzynarodowe migracje kapitału są konieczne, ponieważ występują kraje o poziomie oszczędności, których przekształcenie w inwestycje nie jest w całości możliwe, ponieważ przekracza inwestycyjną adsorpcję gospodarki (Japonia, Chiny). Sztuczne utrzymywanie kapitału w granicach kraju prowadzi do nadmuchania cen i bąbli spekulacyjnych (Japonia przed 15 laty). Być może takie zjawisko grozi Chinom, a w znacznie mniszej skali – także i Polsce.
Spekulacje finansowe są nieodłącznym elementem współczesnej gospodarki. Utrzymują płynność rynku, skłaniają do jakościowego rozwoju systemu finansowego (zarządzanie ryzykiem, sekurytyzacja). Mimo że mogą powodować krótkookresowe, lokalne zakłócenia, to z drugiej strony umożliwiają rozładowanie długookresowych, strukturalnych napięć w różnych rejonach świata.
Andrzej Sopoćko

